Silverstone MotoGP

Silverstone MotoGP

Głównie z braku zapału do oglądania wyścigów motocyklowych nie przypuszczałam, że kiedykolwiek Silverstone MotoGP sprawi mi tyle frajdy. Patrzenie jak ktoś jeździ w kółko mało mnie interesuje. Zupełnie co innego jeśli to ja mogę jeździć w kółko. 🙂 Na każdym zakręcie sprawdzać ile jeszcze mogę wycisnąć z moich umiejętności, czy też na ile uda mi się odblokować własne ograniczenia.

Rok 2017 to rok wyjątkowy. Wyjątkowy bo po raz drugi udało mi się wraz z Kingą być częścią historii. Silverstone MotoGP to nie był dla nas wyjazd aby zobaczyć jak sławni się ścigają. To był głównie wyjazd na bicie rekordu na największą kobiecą paradę na torze wyścigowym Silverstone. Było to unikalne wydarzenie na skale światową. Wielki ukłon dla organizatorek Sharrie Woolf i Nimi Patel oraz właściciela toru Silverstone za umożliwienie nam tego przejazdu.

Dojazd

Wczesna pobudka nie należała do najprzyjemniejszych. Zwłaszcza, że dnia poprzedniego złapałam gumę i ok 22.00 łatałam tylną oponę. Robiłam to po raz pierwszy w życiu, zestawem który kupiłam na „wszelki wypadek”, sprawdził się znakomicie, teraz nigdzie się bez niego nie ruszam 🙂

Mocno zaspane 26 sierpnia ruszyłyśmy na umówione miejsce spotkania. Umówiłyśmy się na stacji BP w Thame, o jakiejś chorej godzinie, bo o 7 rano. Udało nam się dojechać w miarę punktualnie ale wyjazd na oddalony o ok godzinę tor Silverstone przesunął się w czasie z powodu małego zamieszania organizacyjnego 🙂 Po małej obsuwie czasowej z wyjazdem, zmianie prowadzącego aby wyrównać kolumnę i przyśpieszyć tempo udało nam się dotrzeć na Silverstone ok 8:30.

Takie było założenie, abyśmy w miarę możliwości wjechały na tor przed rozpoczęciem rundy kwalifikacyjnej. Nasz parking był ulokowany w samym centrum toru, gdzie miałyśmy dostęp do trybun aby oglądać same wyścigi oraz to stoisk z akcesoriami głównie związanymi z MotoGP i kultem Rossiego 🙂

Parking w centrum toru
Dzień na torze

Ponieważ Silverstone to był tylko pierwszy dzień naszego weekendu, byłyśmy całkiem nieźle przygotowane. W kufrach znajdowały się buty na zmianę oraz bluzy. Dzięki temu mogłyśmy wygodnie i w miarę komfortowo przemieszczać się w obrębie toru oraz skorzystać z atrakcji.

Lokalny posterunek policji oprócz pokazowego auta od sponsorów, podrasowanego trzykołowego Polarisa, przygotowała także dosyć ciekawy symulator. Można w nim było sprawdzić się podczas jednoczesnego pisania sms oraz prowadzenie auta. Dość surrealistyczne przeżycie. Nikogo nie przejechałam ale za to, skosiłam lampę na chodniku 🙂
W sumie nic w tym dziwnego, nie mam wprawy w pisaniu sms i prowadzeniu auta jednocześnie 🙂

Firma Extreme Wheelie przygotowała dwa stanowiska, na których można było poćwiczyć stawianie motocykla na koło. Najpierw małe szkolenie na jakim zakresie obrotów powinno się trzymać motocykl już z kołem w górze, potem próba postawienia na koło z pomocą pracowników firmy. Po udanej próbie, samodzielne postawienie na koło i ćwiczenie utrzymania stabilnej pozycji motocykla. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że to będzie taka frajda 🙂

Kawa i pogaduchy z koleżankami z Motorbike Women, oglądanie kilku sesji treningów i wyścigów z trybun, potem na telebimach. Zdecydowanie na telebimach były lepsze zbliżenia. Za to z trybun było widać lepiej jak zawodnicy wypadają z toru 🙂 Pokręciłyśmy się też po stoiskach z ciuchami motocyklowymi ale oprócz naklejek z MotoGP nic ciekawego nie wpadło nam w oko.

Parada na torze Silverstone
Odprawa przed wjazdem na tor

Dopiero około godziny 17.00 organizatorzy zezwolili na przemieszczenie się i zostaliśmy przekierowani z naszego parkingu do kolejnej poczekalni. Tym razem był to parking ulokowany przed samym

wjazdem na tor. Czekałyśmy tam na główna odprawę, na której wyjaśniono nam zasady bezpieczeństwa oraz przepisy do których musimy się zastosować na torze. Pomimo, tego że nasz przejazd to była tylko parada, czyli spokojny przejazd to i tak nałożono na nas restrykcję w postaci zakazu przekraczania 30 mil/h.

Czekamy na parade
Czekamy na parade

Miałyśmy też sporo czasu na nawiązanie nowych znajomości, porozmawianie o motocyklach na których jeździmy i dlaczego. Przekrój wiekowy kobiet motocyklistek olbrzymi. Babki na sportowych litrach, dużych i ciężkich turystykach jak Pan European czy BMW R1200RT nie wspominając o 1200GS. Zwolenniczki cruiserow oraz nakedów. Pełen wachlarz motocykli od 125cc do 1700cc. W końcu Nimi i Sharrie dały sygnał, że zbieramy się do parady.

 

Wjazd na tor był poprzedzony nerwowym oczekiwaniem w pit lane. Dokładnie co do minuty i zgodnie z rozkładem jazdy Silverstone MotoGP zezwolono nam na wjazd na tor.

Wpuszczono nas w dwóch grupach, w sumie w paradzie wzięło udział 213 kobiet na motocyklach. Grzecznie, parami wjeżdżałyśmy po krótkim torze rozbiegowym, na Silverstone. Tempo na początku paradne, dostojne. Machałyśmy do resztki widzów MotoGP, którzy nam odmachiwali i robili zdjęcia. Po kilkudziesięciu metrach, parada nam się trochę rozciągnęła i tempo przestało być dalej paradne. Nie wiem czy dziewczyny wcześniej naoglądały się co wyprawiają prawdziwi zawodnicy, czy może udzielił nam się klimat Silverstone ale tempo przejazdu przekroczyło 30 mil/h a zakręty jakby się zaostrzyły 🙂

Chyba na całe szczęście, po kolejnych kilku minutach pokazała się flaga sygnalizacyjna, mówiąca nam, że pora kończyć parade i udać się na parking. Dzięki temu organizatorkom nie oberwało się jakoś mocno od Silverstone za trochę za szybkie tempo parady, grupy drugiej. Nie wiem jak to się stało ale byłyśmy z Kingą właśnie w grupie drugiej 🙂 Z lekkim niedosytem i mocnym postanowieniem powrotu na Silverstone przy okazji jakiegoś track day, grzecznie opuściłyśmy tor i udałyśmy się w raz z reszta uczestniczek na nasz parking.

Pożegnanie i wyjazd na Peak District

Dla nas ten dzień jeszcze się nie kończył. Po długo wyczekiwanej paradzie, przed nami była jeszcze droga w kierunku Peak District. Hotel już czekał zarezerwowany. Pozostało pożegnać się z dziewczynami, sprawdzić bagaż, ustawić GPS i ruszyć w dalszą drogę.

Pomimo bardzo długiego dnia, był to dopiero pierwszy dzień naszego długiego weekendu, a już tyle się wydarzyło. Po dalszą część i fotorelacje z Peak District zapraszam do następnego wpisu.