Pierwsza wyprawa: Irlandia 2016 – Planowanie i Dzień 1

Długo się zastanawiałyśmy jaki kraj wybrać na pierwsza wyprawę motocyklowa. Szkocja, Hiszpania, Irlandia, a może Portugalia? Kinga chciała cieple kraje, ja chciałam miejsce gdzie nie będzie zbyt gorąco. Nie posiadamy typowo letnich ciuchów motocyklowych. To co mamy służy nam w umiarkowanym klimacie ale nie nadaje się na ekstremalnie niskie i wysokie temperatury. Nie za daleko, bo mamy tylko tydzień urlopu. Nie za blisko, żeby jednak pojeździć i potem dumnie nazywać to wyprawą.

W końcu decyzja zapadła jedziemy do Irlandii. Nie za ciepło w lecie, jak się potem okazało niezbyt też słonecznie, ale o tym później. 🙂
Drugim, dość ważnym powodem wyboru Irlandii było to, iż mieszka tam moja siostra, ulubienica Kingi (długa historia :)) oraz 1/3 mojej rodziny z najlepszą ciocią na świecie, zwaną dalej Jadwinią aka ciotka Jadzia.

Planowanie trasy

Zaplanowanie trasy zajęło mi trochę czasu. Bardzo lubię planować, lubię wiedzieć gdzie pojadę, gdzie będę spała. Nie lubię jechać bez celu, ba nawet nie lubię denerwować się tym że nie mam gdzie zaparkować jak dojadę do celu. Jednak nasza pierwsza wyprawa nauczyła mnie, że może i planowanie jest fajne, ale trzymanie się wytyczonego planu potrafi być bardzo uciążliwe, jeśli nie upierdliwe i irytujące.
Wracając do planowania, naniosłam na mapkę google punkty które chciałabym odwiedzić: kilka zamków, punków widokowych obowiązkowe pozycje jak Cliff of Moher, Wicklow Mountain, Molly Gap oraz noclegi i miejsca przeprawy promowej. Biorąc pod uwagę, że miałyśmy tylko tydzień i tak nie objechałybyśmy całej Irlandi więc trzeba było z czegoś zrezygnować. Może następnym razem…

irlandia2016

Przygotowania

Nie mogę powiedzieć, że poczyniłyśmy jakieś wieloletnie przygotowania ale kilkumiesięczne na pewno. Bilety na prom, 3-4msc wcześniej, noclegi rezerwowałam ok 2msc wcześniej. Brakowało mi wysokich butów motocyklowych, bo moje poprzednie pękły i wiało mi w nich, były po prostu za niskie. Nie miałam rękawiczek które by mnie nie wnerwiały. Brakowało nam jeszcze czegoś w co upchniemy nasz bagaż. I w zasadzie byłyśmy gotowe. No jeszcze serwis Vulcana. Kinga kupiła swojego GT pod koniec kwietnia, był świeżo po wymianie oleju. Wiec zabrałam się za serwis Vulcana jakoś na początku lipca jak przyjechały wszystkie zamówione klamoty: olej, świece, filtr oleju i filtr powietrza.
Nie wiem tylko po co robiłam ten cholerny serwis jak nie całe 2 tygodnie później kupiłam własnego GT z przebiegiem poniżej 2tyś mil i też dopiero co po serwisie.
Tak oto byłyśmy gotowe, dwa „lśniące plastikowe” GT czekały razem z nami na wycieczkę.

Irlandia 2016 – Dzień 1

30.07.2016 – Dzień 1 – 374 km, 3h57m w UK + 113 km, 1h26m w IE (+4h na promie) (dane z google maps)
To był długi dzień, wstałyśmy rano podekscytowane wyjazdem, ostatnie sprawdzenie czy bagaż trzyma się na miejscu, dociągniecie pasów, sprawdzenie dokumentów. Wszystko mamy, jesteśmy gotowe, możemy ruszać. 🙂

Chociaż pierwszy raz jechałam motocyklem przez Severn Bridge to cała trasa po M4 nie należy do pasjonujących. Za to jest w miarę szybka i pozwala dostać się na czas do promu. Nasz prom do Irlandi odpływał z Fishguard. To nie pierwsza nasza wizyta w tym porcie ale pierwsza na motocyklach. Nie wiedziałam czy wjazd na prom po czasem dość stromej rampie nie sprawi nam problemów, zwłaszcza Kinga miała duże obawy czy nie zawiśnie na którymś z garbów, bo ciągle nie czuła się zbyt komfortowo na swoim GT. Nawet po założeniu mu bardzo niskiego siedzenia, cały motocykl był znacznie wyższy niż jej poprzedni Virago 535 (zwany przeze mnie naleśnikiem).

Szczęśliwie wjazd na prom obył się bez przygód, a obsługa zabezpieczyła nasze motocykle. Wymieniłyśmy pozdrowienia z innymi motocyklistami podróżującymi do Irlandii i udałyśmy się na główny pokład w poszukiwaniu miejsca, do spędzenia kolejnych 4h.
Czas się dłużył strasznie… dupa bolała od siedzenia i z nudów… W końcu, dobijamy do brzegu. Ustawiłyśmy się w długiej kolejce do pokładu gdzie zaparkowane są motocykle i samochody. Ku mojemu zaskoczeniu, załoga promu już nie pomagała odpiąć motocykli z pasów, pomogli nam inni motocykliści, następnym razem poradzimy sobie same. 🙂

Po zjeździe z promu w Rosslare, na pierwszej stacji benzynowej czekał na nas Krzychu (Jarek, chłopak mojej siostry) na swoim Tigerze. Dzięki temu bez zabawy w GPS, bo Krzychu zna wszystkie drogi w IE na pamięć 🙂 dostałyśmy się w trochę ponad godzinę do Rathnew, miasteczka w którym mieszka moja siostra i w którym spędziłyśmy pierwszy nocleg.

Zmęczone, z odciskami na dupie od motocykla i nudy na promie, zakończyłyśmy ten dzień przy grilu w polsko-irlandzkim towarzystwie. Dalszą część naszej pierwszej dużej wyprawy opiszę w kolejnych wpisach. Zapraszam!

  • on2wheelswithlove

    Niestety spontan kojarzy mi się ze zbyt dużą niepewnością, ale zobaczymy. Następny duży wyjazd Szkocja i Tytanki mnie przekonują aby nie planować. Staram się jak mogę, może dadzą mi chociaż zrobić jakiś malusieńki planik? 🙂