Pierwsza wyprawa: Irlandia 2016 – Dzień 3

Jak to w Irlandii, poranek przywitał nas deszczowy i mglisty, ale co tam. Ruszamy w góry. Na te część wyprawy miałyśmy znowu przewodnika po Irlandii w postaci Krzyśka. Towarzyszyła nam też moja siostra w samochodzie, z jednym narodzonym i już trochę odchowanym synkiem Nathanem oraz drugą nie narodzoną jeszcze Natalką.

W chwili pisania tego wpisu, Natalka ma już 3 msc ma się dobrze, zniosła też dzielnie razem z nami te wyprawę i na pewno zabierzemy ją na następną jak podrośnie 🙂

Ta część trasy zakładała głównie przejazd przez góry, zwiedzenie kilku zamków oraz dostanie się na drugą stronę wyspy na pierwszy nocleg. Zgodnie z moim wspaniałym planem miałyśmy do pokonania: 1.08.2016 – Dzien 3 – 329 km, 5h20m (dane z google maps). Czasem się zastanawiam po co ja robię jakikolwiek plan jak potem się nie do końca go trzymamy. 🙂 Tak więc tego dnia dwa ludziki Michelin (tak wyglądamy w naszych ciuchach przeciwdeszczowych), przewodnik i samochód eskortowy, walczyliśmy sobie z deszczem i wiatrem. Pasażerowie auta nie walczyli 🙂

Wicklow Mountains – nie patrz tam gdzie nie chcesz wjechać

To była nasza druga wizyta w górach Wicklow. Za pierwszym razem a było to dwa lata temu, o mało nas nie zwiało do jeziora na Sally Gap ale przynajmniej świeciło słonce. Tym razem było pochmurno, miało się wrażenie że czasem jedziemy w chmurach, padało cały czas ale i tak było pięknie. Nie wiem co te góry mają w sobie, bardzo wąskie kręte drogi ze słabą nawierzchnia a mimo to mogłabym tam wrócić choćby jutro.

Góry Wicklow bardzo namacalnie pokazały mi jak bardzo boje się prawych zakrętów na mokrej nawierzchni i jak sprawdza się stara motocyklowa prawda, żeby nie patrzeć tam gdzie nie chcesz jechać. Ja oczywiście zrobiłam na odwrót i teraz wiem jak to działa. Krzysiek, dużo bardziej doświadczony motocyklista radził sobie w tych warunkach świetnie, a ja zapomniałam że sobie nie radze, puściłam się za nim w jakimś zakręcie i zamiast się złożyć jak przykazała motocyklowa bozia, to zagapiłam się na miejsce gdzie nie chciałam wjechać, czyli ok 50cm wysokości błotnistą muldę porośniętą trawa, zwana przez niektórych poboczem drogi.

Udało mi się nie zaliczyć gleby ale potem musiałam wyciągać trawę i błoto z pomiędzy owiewek 🙂 Od tej pory wbiłam sobie do głowy, tam gdzie patrzysz tam jedziesz!

Poniżej kilka naszych zdjęć z gór, część robiona komórka część aparatem ale na każdym widać, że irlandzka pogoda nas nie rozpieszczała tego dnia.

Pora była zjechać z gór i wypić coś ciepłego na rozgrzewkę Krzysiek wybrał dla nas postój na kawę, gorącą czekoladę i ciastko w sławnej w tych rejonach kawiarence motocyklowej o nazwie Ann’s Coffee Shop w Lynhams of Laragh. Później zajechaliśmy na szybką fotkę do Hollywood 🙂 a z stamtąd przez jezioro Liffey, z krótkim postojem w St Joseph’s Church w odwiedziny do znajomych Basi i Krzyśka, też motocyklistów Franza i Ani to miejscowości Portlaoise.

Odpoczynek przy kawie i opowieściach ze zlotów trochę nas rozleniwił a jeszcze długa droga przed nami. Pożegnaliśmy się z Krzyśkiem i nowymi znajomymi i gnałyśmy już w strugach ulewnego deszczu do miejsca pierwszego noclegu. Z braku czasu ominęłyśmy trzy zaplanowane zamki, burza zmusiła nas do krótkiego postoju pod mostem na autostradzie i lepszego ubrania się. Poniższa fotka ustrzelona chwile po ulewie na autostradzie 🙂

Do Clare’s Rock Hostel dotarłyśmy grubo po czasie zameldowania, miły pan już szykował nam kartkę z instrukcjami bo wychodził do domu. Ale został 15 min dłużej i przekazał nam wszystko co i jak. Muszę wspomnieć, że droga do hostelu nie należała do najłatwiejszych. Wąsko na jedno auto, ciemno bez latarni i pobocza, typowa droga na wsi, z kamiennym albo kolczastym żywopłotem. Ze zmęczenia zapomniałam że mam fobie z mokrą nawierzchnia (ciągle mi się wydawało, że mi się koła uślizgują). Trzymałam się tylnych świateł samochodu mojej siostry i modliłam aby ten dzień się już skończył.

O samym hostelu słów kilka. Miałyśmy do dyspozycji 6 osobowy pokój z własną łazienką, wszędzie było czysto. Wspólna dobrze wyposażona kuchnia, w której następnego dnia poznałyśmy innych gości. Trochę się obawiałam noclegów w hostelach to było nasze pierwsze doświadczenie, które okazało się miłym zaskoczeniem.

I tak, zmęczone jak diabli w końcu mogłyśmy odpocząć, bo następnego dnia dalej w drogę.

  • O, ja już widzę Ann’s Bikers Coffee SHop, który może wylądować na naszej bikersowej mapie! 😉
    https://drive.google.com/open?id=1swIuhhroY7jOtSSIMPIdhLbTWiQ&usp=sharing

    • on2wheelswithlove

      Hej, tak dokladnie o tym barze myslalam jak pisalam ze cos przywioze z Irlandi 🙂 dodam do mapki dzis wieczorem 🙂

    • on2wheelswithlove

      Dodany do mapki 🙂

  • wspaniała wycieczka 🙂 bardzo cenię sobie ludzi z pasją i Ty mi na takiego ludzia wyglądasz 🙂
    Pozdrawiam

    • on2wheelswithlove

      Dzieki, ciesze sie ze ci sie podobalo, poczekaj jak w koncu wyprodukuje wpis z naszego babskiego wyjazdu na Walie, to dopiero bedzie cos 🙂