California Superbike School

Od ostatniego wpisu upłynęło trochę czasu. Całkiem dużo się u nas pozmieniało, w związku z tym na motocyklach jeździmy odrobinę rzadziej, ale dalej jeździmy. Głównym jednak powodem mobilizacji do nowego wpisu było wydarzenie, w którym ostatnio wzięłyśmy udział.

Na początku sierpnia tego roku, został zorganizowany California Superbike School Ladies Day. Dzięki firmie ubezpieczeniowej Bennets, która partycypowała w kosztach, koszt szkolenia był niższy o około 100 funtów.

California Superbike School

Założona przez legendarnego Keith Code w 1980 roku, California Superbike School oferuje cztero-poziomowy system nauczania ukierunkowany na doskonalenie techniki jazdy w zakrętach. System ten działa z powodzeniem od ponad 30 lat, a szkolenia prowadzone są przez oddziały na całym świecie.

California Superbike School Level 1 – składa się z 5 sesji na torze, przeplatanych szkoleniem teoretycznym. Po rejestracji oraz sprawdzeniu czy ubranie spełnia warunki wjazdu na tor, przyklejamy naklejki z numerami. Pracownicy szkoły sprawdzają czy motocykle są na tyle sprawne by wjechać na tor. Pomagają ustawić odpowiednie ciśnie w oponach i mierzą też głośność wydechu.

W skład poziomu pierwszego wchodzą: kontrola gazu, punkt wejścia w zakręt, szybki skręt, „rider input” – to ciężko przetłumaczyć 🙂 oraz dwa poziomy wejścia w zakręt.

Zdecydowanie warto wykupić sobie takie szkolenie. Dużym plusem jest to, że mamy możliwość jazdy na własnym motocyklu. Tym na, na którym jeździmy na co dzień. Jeśli z jakichś powodów ktoś nie chce jechać na swoim motocyklu, może wypożyczyć sobie motocykl marki Ducati. Ducati jest także oficjalnym partnerem California Superbike School.

Czy warto?

Słyszałam od wielu osób, że wiedzą dobrze co to jest California Superbike School, jednak nie są zainteresowani bo szkolenie jest za drogie. Tanie nie jest, to prawda. Ale trzeba sobie zadać też pytanie, ile warte jest nasze życie? Czy warto inwestować w doszkalanie swoich umiejętności? Według mnie warto. Czy warto zapłacić te 350 funtów i przekonać się jakim się jest ograniczeniem dla własnego motocykla. Tak zdecydowanie warto. On może znacznie więcej niż nam się wydaje.

W kontrolowanych warunkach, bez ruchu ulicznego, samochodów jadących z na przeciwka. Po okiem doświadczonych instruktorów, mamy okazję zastosować w praktyce wszystkie rady. Ktoś nas obserwuje, sprawdza postępy i poprawia w razie błędów. Takie szkolenie, jest warte swojej ceny. Zdecydowanie, w przyszłym roku pójdziemy z Kinga na Level 2.

Ktoś mnie też, zapytał co jest lepsze Ron Haslam Race School, czy może California. To ciężkie pytanie. Obie szkoły są świetne, prowadzone przez doświadczonych instruktorów, z obu można wyciągnąć dużo dla siebie, ale w inny sposób.