Airbrush pierwsze kroki, pierwsze kreski

Wymyśliłam sobie, że przemaluję swój motocykl, Kawasaki VN800 Classic, oryginalnie w kolorze biała perła. Przemaluję, bo nigdy mi się ten kolor nie podobał. 🙂 Żeby to zrobić musiałam się nauczyć trochę więcej o airbrushach. Miałam już jakieś pojęcie o lakierowaniu i ze związanym z nim przygotowaniami, ale nie miałam pojęcia o malowaniu airbrushem. To ważne, bo początkowy plan był bardzo ambitny – obcy namalowany na motocyklu. 🙂 Czyli zaczynamy airbrush pierwsze kroki 🙂

Cóż, jeśli człowiek tylko dość mocno czegoś chce, jest zdeterminowany i skupiony, jest on w stanie dużo osiągnąć i wiele się nauczyć. Pod koniec września 2015 kupiłam zestaw: chiński kompresor z równie chińskim airbrushem i zaczęłam ćwiczyć.
Zestaw był bardzo tani, ale mi wystarczał na początek: nie obciążał mocno budżetu w razie gdybym jednak się rozmyśliła z tym całym airbrushem. Mam go do dziś i ciągle działa! Tutaj link do wszystkiego, na co składa się ten zestaw.

Początkowo sądziłam, że uda mi się wykorzystać farbki akrylowe Humbrol – oczywiście po rozcieńczeniu. Używałam ich wcześniej podczas sklejania i malowania modeli motocykli, ale przy próbie rozcieńczenia ich alkoholem zaczęły się ważyć i nic z tego nie wyszło. Cóż, poszukałam na necie i zakupiłam farby firmy Vellejo z serii Model Air. To już była zupełnie inna bajka 🙂 W końcu mogłam zacząć uczyć się robić kreski, kropki, kółka i wypełnienia, tak jak dziecko w przedszkolu uczące się trzymać i kontrolować długopis. Łatwo nie było 🙂 klęłam przy tym siarczyście, kiedy zamiast pięknej równej kreski wychodził mi szlaczek, czy zamiast zgrabnej kropki o średnicy jednego milimetra waliłam na kartkę dwa razy większego kleksa. Tak więc po tygodniu, weszłam na wyższy poziom i zaczęły się czaszki. Tak, ulubiony temat motocyklowego malowania airbrushem: czaszki.

Airbrush i czaszki, czyli airbrush pierwsze kroki

Czaszki były wszędzie, ćwiczyłam proporcje i starałam się odświeżyć rysowanie, tak więc rysowałam odręcznie. Najpierw były to czaszki z szablonów aby potem na nich ćwiczyć padanie światła i cienie. Później zaczęły się czaszki-anatomiczne modele, czaszki rysowane i czaszki-zdjęcia. Dobrze, że nie śniły mi się po nocach… Po chyba trzydziestej czaszce narysowanej na kartce zaczęłam je w końcu malować airbrushem. Boże, już myślałam że to nigdy nie nastąpi…

Przy okazji prób czaszkowych uczyłam się jak przenosić rysunek referencyjny na powierzchnię malowaną – to szkic, z którego później powstaje gotowy projekt. Uczyłam się, jakie materiały nadają się na szablony i jak poprawić projekt aby nie wyglądał jak z szablonu.

Pomału tak właśnie powstał rysunek czaszki piratów z Karaibów, a później tygrys. Wszystko to jednocześnie uświadomiło mi, że jedna zima nie jest na tyle długa abym zdążyła się w nią nauczyć jak namalować obcego zupełnie tak jak go HR Giger stworzył.

Plany a rzeczywistość

Musiałam dość mocno zrewidować swój pomysł na motyw przewodni na motocyklu. Skoro czaszki już całkiem nieźle mi wychodziły, podjęłam decyzję, że będzie to właśnie „jakaś czaszka”. Jakaś, bo sama jeszcze nie wiedziałam dokładnie jaka. Jednakże pomału zaczynał kiełkować plan, a wraz z nim także kolory w których chciałam zrealizować mój pierwszy motocyklowy projekt w technice airbrush.

Godziny spędzone na przeglądaniu zdjęć w internecie, kolejne godziny na przeglądaniu filmików na kanałach YouTube. Jakie farby do airbrusha będą najlepiej pracowały na powierzchniach takich jak metalowy bak motocykla czy plastikowy błotnik? Jakich podkładów i farb użyć, czym okleić, jak zrobić odcięcia kolorów? Tak dużo wiadomości do przyswojenia, a zima taka krótka; gdzie czas na malowanie? Czas się kurczył dość mocno – zbliżały się święta bożego narodzenia 2015 – a ja nie miałam nawet gotowych elementów do malowania.

Ale przynajmniej miałam plan: jak się do tego zabiorę, co chcę osiągnąć i jak to zrobię. O tym, jak dokładnie to zrobiłam, czyli jak urządziłam mojej rodzinie kolorowe święta wielkanocne – a konkretniej niebieskie (caribbean blue), opowiem w następnym wpisie. 🙂