Airbrush i niebieska Wielkanoc

W pierwszym moim wpisie z kategorii airbrush, który możecie przeczytać tutaj wspomniałam o pewnych świętach wielkanocnych. Święta wielkanocne, to radosne, kolorowe święta i wszyscy o tym wiedzą. Nic odkrywczego. Ale dla mnie i mojej rodziny, były bardziej kolorowe niż dla innych. Zdominował nas nie kurczaczkowy żółty ale piękny niebieski Caribbean Blue. 🙂

Nie będę się zbytnio wdawać w szczegóły na temat rozbierania motocykla. Po prostu zdemontowałam każdą część, którą chciałam pomalować. Nie były to tylko białe lakierowane błotniki czy bak, ale również kilka chromowanych, jak osłona łańcucha, oparcie pasażera czy chromowane mocowanie tylnego błotnika. Przepraszam za jakość zdjęć, te z prac zrobione komórka.

Więc chodź, pomaluj mój świat

Na żółto i na niebiesko… Tak śpiewało Dwa plus jeden, a ja wybrałam kolory, czarny, srebrny i niebieski. Nie miałam dostępu do produktów lakierniczych które znam z Polski więc musiałam się zdać na to co jest dla mnie dostępne online i w pobliskim Halfordsie. Czarną farbę razem z rozcieńczalnikami, utwardzaczami i lakierem bezbarwnym zamówiłam z firmy Jawel. Podkład na metal, podkład na plastik i podkład wypełniający kupiłam w sprayu w Halfords. Kolor srebrny i niebieski to były farby na bazie wody z przeznaczeniem do automotive custom painting firmy AutoAirColors.

Wybór kolorów i farbek, to chyba była ta łatwiejsza cześć. Przymiarki wyciętych z papieru trybali uświadomiły mi znowu, że być może porywam się na coś czemu nie sprostam? Poniżej znajdziecie kilka zdjęć z tej części przygotowań.

Airbrush – przygotowanie do malowania

Przygotowanie elementów do malowania pod airbrush, nie różni się praktycznie niczym od przygotowania pod lakier. Usunięcie korozji, połatanie elementów, szpachlowanie, wyrównanie, podkład, przeszlifowanie pod kolor, położenie koloru a potem położenie klaru. Tak z grubsza wygląda typowy proces, są od niego odstępstwa albo dodatkowa praca w zależności od stanu elementu do lakierowania.

Ponieważ nie zajmuję się tym profesjonalnie a hobbystycznie, nie dysponuje profesjonalnym sprzętem i jestem nadgorliwa, to popełniłam wiele błędów nowicjuszy i dołożyłam sobie nie potrzebnie, dodatkowej pracy. Przykład: na baku miałam rysę a na błotniku ślady z lakierowania na biało, gdzie ktoś zostawił rysy po zbyt grubym papierze ściernym. Zamiast tylko zmatowić powierzchnie, rysy wypełnić szpachla i nadlać podkładem wypełniającym drobne ryski, to ja głupia postanowiłam zedrzeć cały lakier.

Kupiłam żel do ściągania lakierów, był niezły. Zjadł nie tylko lakier ale również trochę błotnika przedniego i moje gumowe rękawiczki. W Vulcanie przedni błotnik i boczki są plastikowe, a tylny błotnik jest metalowy.

Zdjęcie lakieru i podkładu do gołej blachy, obnażył wiele nie doskonałości, które potem trzeba było łatać. Szlifować i znowu łatać aż uzyskałam zadowalający efekt w postaci równej powierzchni gotowej pod farbę podkładową. Za miejsce pracy posłużyła mi kuchnia i patio kiedy nie padało.

Podkład

Gotowe elementy leżały i czekały na podkład, na dworze mokro i zimno, do tego wiatr nie pozwała malować sprayem, bo większość farby szła w kosmos. Musiałam coś wymyślić. Wynegocjowałam, że kupię coś co posłuży mi za tymczasową, przenośną komorę do malowania. I tak na naszym patio stanął winter garden, zwany przeze mnie budką do malowania.

Muszę przyznać, że to tymczasowe rozwiązanie świetnie się spisało. Pozwalało zachować jako taką czystość. Oczywiście problem z pyłem z farby się pojawił, ale można było sobie z nim poradzić. Budka była przenośna, więc umycie i spłukanie ścian wodą w ogrodzie robiło robotę.

Warto wspomnieć, o kolejnych błędach. Malowanie sprayem wymaga trochę wprawy. Powinnam kłaść grubsze warstwy i mieć więcej miejsca do lakierowania aby cały podkład kłaść mokre na mokre. Teraz to wiem 🙂 Nie mogłam jednocześnie suszyć mniejszych elementów w budce i malować większych, wiec wszystko musiałam robić na raty i całe podkładowanie rozwlekło się mocno w czasie. Jak coś podeschło na dworze i przestało śmierdzieć na tyle, żeby doschnąć i się utwardzić w domu, lądowało pod kaloryferem.

Pora na kolory

Na pierwszy ogień poszedł srebrny, który miał być tłem do czaszek. Na srebrnym trzeba też było zrobić odcięcia z pasków. Do odcięć użyłam 3 mm taśmy maskującej. Ta część poszła dość sprawnie a srebrny pył zaczął się unosić w mieszkaniu 🙂 na kolor czarny wyniosłam się do budki, bo to lakier dwu składnikowy, toksyczny. Wszystkie małe elementy, które zostały przemalowane z chromu na czarno, wisiały i suszyły się jak pranie. Lakier twardniał bardzo długo. Jeszcze po dwóch dniach nie można go było obrabiać. Nie wiem czy to specyfika farby czy raczej zbyt zimno, sprawiło że musiałam tyle czekać. Przypuszczam, że to drugie.

Przyszła pora na grafikę. Zanim jednak o grafice słów kilka, należą się tutaj podziękowania dla kolegi Wojtka. Mój mały kompresor szybko wyzionął ducha i za chiny ludowe bym nie skończyła, gdyby nie Wojtek. Pożyczył mi swój 25L cichy kompresor wraz z pistoletem z większą dyszą i mogłam już malować większe elementy. Tak, wszystko zostało pomalowane airbrushem z duszą 0.6. Ja miałam tylko dysze do detali 0.15 i 0.35

Wracając do grafiki, czaszki. Znowu z perspektywy czasu, myślę, że powinnam użyć czarnego koloru na srebrnym. Wtedy wydawało mi się, że biały to dobry wybór, że będzie jakby duchem zaznaczonym pod niebieskim. Ale cóż. Teraz to wiem 🙂 Naniosłam kontur czaszki przy pomocy wcześniej wykonanego szablonu. Wykończyłam już z ręki, dorobiłam do tego białe płomienie i gotowe. Pora na ostatni kolor, niebieski właśnie.

Wielkanoc w kolorze Caribeean Blue

Nie był to zwykły niebieski. Piękny niebieski z serii Candy O2 Caribbean Blue. Kolor typu candy, dla tych co nie wiedzą jest to kolor widoczny na jasnym tle ale nie widoczny na ciemnym. Chyba tak najprościej to wytłumaczyć. Kolor transparentny, spod którego świetnie przebija grafika, albo srebrny brokat. Kładzie się go w zależności od producenta ok 5-8 warstw. Zależy jak głęboki kolor chcemy uzyskać. Trudność polega na tym iż należy go nakładać bardzo cienkimi warstwami i bardzo równo. Tak, to było dla mnie wyzwanie. Chciałam uzyskać jednolity głęboki odcień, a nie niebieską zebrę.

Na dworze było zbyt zimno i ciemno. Kurz po srebrnym pyle opadł więc zaczęłam kłaść niebieski na tylnym błotniku, w salonie na stole. Tam miałam najlepsze światło, było mi najwygodniej i zawsze tam malowałam. Przyznam szczerze, że nie zdawałam sobie sprawy, że w mieszkaniu zaczął się unosić niebieski pył. Po konsultacji z Kinga, wyniosłam swoje zabawki do kuchni, otworzyłam okno, zabezpieczyłam wszystko folią i zabrałam się do dzieła.

Farby wodne, których używam do malowania techniką airbrush, nie są śmierdzące ale każda farba wdychana wiele godzin dziennie będzie toksyczna. Nie planowałam narażać rodziny na toksyczne farby ale chciałam skończyć malowanie motocykla, przed sezonem motocyklowym. Byłam daleko w polu z niebieskim, a gdzie klar (bezbarwny) polerowanie i poskładanie wszystkiego do kupy?

Na szczęście dla mnie, mam bardzo wyrozumiałą rodzinę . Ale wiem już, że malowanie w domu tak dużych elementów na w pełni otwartej przepustnicy airbrushu kończy się tak, że wszystko w domu pokrywa się kolorem farby, w jakim malujesz. Nic nie dało przykrycie wszystkiego w kuchni folią. Każdy talerz był niebieski. Kot miał niebieskie uszy, a mój bratanek niebieskie smarki. Była afera 🙂 Teściowa mnie trochę broniła i po kryjomu sprzątała kuchnie z niebieskiego. Kinga chciała mnie zabić. Moja siostra dyplomatycznie nic nie mówiła. Dobra zgadzam się to był głupi pomysł i was za niego przepraszam 🙂 Już więcej nie będę malować motocykla w domu 🙂 Ale niebieski skończyłam i mogłam wszystko zmatowić i przygotować pod klar. Dostałam zakaz robienie już czegokolwiek w domu, wiec przeniosłam się do ogródka.

Lakier bezbarwny, polerowanie i efekt końcowy

Dni mijały, mi udało się przetrwać, razem z moimi genialnymi pomysłami, Kinga nie wyprowadziła mnie z domu. Robiło się coraz cieplej, można było pracować na zewnątrz. Promienie słońca ogrzewały moją budkę do malowania i elementy polakierowane klarem schły dość szybko pod wpływem wyższej temperatury. Oczywiście nie obyło się bez małych zacieków. Dysza 0.6 to absolutnie za mała dysza do ładnego nalania klaru. Musiałam mocniej rozcieńczyć klar, żeby się ładnie nalewał a potem nauczyć się go kłaść bez zacieków. Palec mi odpadał od trzymania spustu w pistolecie do airbrush, no dobra nie odpadł, zrobił mi się tylko bąbel. Chodziłam trochę naćpana od farby, bo maski ochronne były zbyt słabe. Czas mi się kurczył…

Kinga pojechała na pierwszy w sezonie wyjazd sama, bo mój motocykl w rozsypce. Wzięłam tydzień urlopu i postanowiłam skończyć. Wszystkie element doschły, lakier bezbarwny stwardniał na tyle, że można było go polerować. Papierem o gradacji 2000 na mokro pozbyłam się wszystkich paprochów czy nie dociągnięć a pożyczoną maszyną polerską wykończyłam klar. Można się było przeglądać jak w lustrze. Byłam zadowolona. Uważam, że całość wyszła na prawdę dobrze, zważywszy na to, jakie miałam na to warunki.

Co bym zrobiła inaczej? Wiele rzeczy, wspomniałam o nich. A te, o których nie wspomniałam: podkłady też wodne, malowanie w domu tylko grafiki, czarny pod candy i klar w profesjonalnej komorze a nie w budce w ogrodzie. To malowanie dało mi na tyle w kość, że teraz ciężko mi się zabrać za pomalowanie starego kasku. Już jest zmatowiony ale coś nie mogę się zebrać żeby go pokryć białym podkładem… Czeka na następną falę moich durnych pomysłów 🙂

Ah prawie zapomniałam, pewnie chcecie obejrzeć jak to moje malowanie w domu wyszło, mała galeria poniżej 🙂

  • Reni Blog

    Piękny kolor, oryginalny! Gratuluje pomysłu:)

  • on2wheelswithlove

    Dziekuje, chociaz z perspektywy czasu, moze i pomysl fajny ale niepowinnam tego robic w domu 🙂